środa, 1 marca 2017

Rozdział1. Sopel Lodu.



Witajcie-jestem Lana.
Chciałabym Was bardzo serdeczniezaprosić do rozpoczęcia czytania mojego pierwszego ff z udziałem min:Evana Petersa, Emmy Roberts, Taissy Farmigi.
Czekam na Wasze opinie i komentarze, dajcieznać czy tworzyć dalej.
Autorka.

❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀
❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀

Rozdział 1.

~,,Czy Cię znalazłem, nielotny ptaszku,zawistny, płaczący? Czy zgubiłem Cię,głosie ameryki''
.




17 kwietnia 2015 roku.

Przesunęła swoimi palcami po skórze na dłoniach, były normalne no tylko może trochę zimne, bez jego dotyku czuła zimno jakby wewnątrz niej cały czas panowała mroźna zima, mrożąca krew w żyłach przesunęła opuszkami palców po brązowym drewnianym biurku na którym były książki, jakieś jedzenie na talerzu prawie nie ruszone, butelka z sokiem, wodą natomiast na ciemno zielonej ścianie wisiała tablica korkowa na niej wisiały jakieś pozapisywane albo wyrwane z gazet cytaty plakat jakiejś aktorki czy też piosenkarki, pamiętała że kiedyś się o to kłócili, tak to głupie ale była zazdrosna o plakat dziewczyna na plakacie była idealna, chyba była to jakaś aktorka bo na dole była strzałka a na niej podpis ,, Zaklinaczka Duchów’’, tak znała ten serial kilka razy go z nim oglądała, ale nie przypadł jej zbytnio do gustu, jednak było tam też coś co ją ucieszyło-ich wspólne zdjęcie ona jak zawsze wyszła średnio on natomiast idealnie.
Kochała ten jego uśmiech, przy którym wręcz miękły jej kolana, może to brzmi banalnie, ale tak było poza tym nie była jedyną osobą która tak uważała, wszystkie dziewczyny w szkole i wszyscy za nim szaleli bardzo dobrze pamięta tą jedną jak jej tam, nie była pewna coś na T.., nie ważne, była jego przyjaciółką, najlepszą jednak widziała w jej oczach złość za każdym razem gdy brała w objęcia.
Tego uroczego blondyna, tamta wtedy piorunowała ją wzrokiem, on o niczym nie wiedział, dopytywała go o to jednak ona wyczuła to od razu miała rywalkę i przez ten cały czas starała się być idealna myślała nawet o operacji plastycznej chciała powiększyć sobie biust, chciała być idealna dla niego, zawsze czuła się pod presją czuła stres że pewnego dnia obudzi się a on powie że już jej nie chce, w końcu kim ona była?
Zwykła szarą dziewczyną, problematyczną, jej rodzice ciągle pili zawsze tak było ona chodziła w takich ciuchach na jakie było ją samą stać czyli beznadziejnych, jednak on nie zwracał na to uwagi kochał ją a ona jego, a teraz, teraz to wszystko zniknęło wymknął się jej przez palce, stała się dla niego niczym powietrze, łzy cisnęły się jej do oczu i kapiąc niczym sople lodu, przypominały, że nie jest już częścią tego co jeszcze nie dawno należało tylko do niej.

Stał wpatrzony w szarą ulicę, widział mknące w dal auto czuł jak jego serce bije szybciej, a żołądek ściska go od środka i powodem nie było to że nic nie jadł na śniadanie, poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu wrzasnął nieświadomie tak głośno, że wydawałoby się iż było to słyszalne na drugim krańcu świata.
- Hej, co, się dzieje? Spokojnie to tylko ja.
Spojrzał na chłopaka który wyglądał jak małe przerażone dziecko, które zgubiło się w super markecie i boi się że nie znajdzie mamy.
- Hej, wiem, nic ja tylko...
Jego, ciemne niczym węgiel spojrzenie, znowu powędrowało w stronę ulicy.
- Jesteś pewien że chcesz iść dzisiaj do szkoły? Może, zostań jeszcze trochę w domu.
Zaproponował marszcząc swoje brązowe brwi.
- Nie, nie mogę chcę iść rozumiesz chodź.
Powiedział i wyruszył tak szybko jak torpeda.

20 września 2014.

- A więc 18stka jak się z tym czujesz?
Głos Louisa był wyraźnie podekscytowany.
- Ok., jest, ok.
Odparła blondynka z uśmiech na ustach po czym pośpiesznie dodała.
- A gdzie jest Evan? Widzieliście go?
  Finn który dopijał sok z czerwonego plastikowego kubeczka pokręcił przecząco głową.
- Chyba poszedł, na zewnątrz, albo coś nie jestem pewien.
Stwierdził Louis z zamyśleniem w oczach.
- A ze swoją NPNZ?
  Jessica się zaśmiała a Louis zaprzeczył natychmiast.
- Nie ona go szukała właśnie też. Chyba wyszedł z tą nie pamiętam jak ona ma na imię, no ta w naszej klasie co zawsze siedzi z tyłu i do nikogo się nie odzywa.
Finn aż zadławił się końcówką napoju oparty o stół.
- Żartujesz? Z tą Panną, biedny jeszcze go zarazi tą swoją patologią. Może naprawdę chodźmy go poszukać.
Stwierdziła Jessica  a  Finn tym razem się odezwał.
- Ja lepiej nie.
Wydukał.
- Dlaczego?
Zapytała dziewczyna.
- Wiesz.., wypiłem trochę więcej niż sam sok, a pod wpływem alkoholu mógłbym na przykład go liznąć za uszkiem.
Zaśmiał się i na myśl o tym oblizał swoje usta na co Louisowi zaczęła pulsować żyła na czole.
- Dobra, może, faktycznie to kiepski pomysł by ten idiota go szukał, a Ty Lou nie denerwuj się tak i idź go poszukaj, ja tu zostanę i go popilnuję.
Powiedziała i wskazała na Finna.
- Sądzę, że, seksownie by wyglądał nago, zawsze pachnie jak świeżo upieczone ciasteczko.
  Podpity wpatrywał, się w swój pusty kubeczek.
- O tym właśnie mówię, muszę go pilnować, idź.
Popchnęła Louisa, a ten ruszył poprawiając swoją niebieską koszulę.

Usiadł obok na dworze było już chłodno, co odczuł na całym swoim ciele w końcu miał na sobie tylko  biała odrobinę prześwitującą, luźną koszulę.
- Hej.., co tutaj tak siedzisz sama? Nie bawisz się dobrze?
Skierował swoje spojrzenie w stronę dziewczyny o długich, jasnych włosach, ta natomiast, poczuła drżenie na całym swoim ciele i to nie z powodu zimna tylko przez to że on się do niej odezwał, czasem go obserwowała na lekcjach był taki idealny, piękny, czasem nawet marzyła o nim, otrząsnęła się.
‘’ No już odezwij się do niego chociaż spróbuj proszę chociaż raz pokaż że jesteś silna no dawaj’’- powiedziała sama do siebie w duchu, kątem oka dostrzegła jak chłopak unosi się z ławki pewnie uznał ją za wariatkę która nie potrafi się nawet odezwać.
- Ja nigdy się dobrze nie bawię.
Wydukała, na co ten odwrócił głowę i wrócił z powrotem na ławkę.
- Dlaczego?
Zapytał, spokojnym tonem głosu.
- Przez.. moich, rodziców i całe moje życie, ono jest tak bardzo do kitu.
Westchnęła bała, się że on jej naprawdę zaraz ucieknie.
- Hej..Emma, nie pozwól by ktokolwiek miał wpływ na twoje życie.
Ono jest Twoje możesz w nim z nim robić co tylko zechcesz, a już zdecydowanie możesz być szczęśliwa.
Powiedział a ją zdziwił fakt że on znał jej imię, nikt go nie znał, nikt jej nie znał czuła się czasem jakby była niewidzialna.
- Łatwo powiedzieć, jestem sama o rodzicach nawet nie wspomnę nigdy ich przy mnie nie było nigdy, nie miałam przyjaciół, nigdy nie byłam tą lubianą rozumiesz? Nigdy.
Westchnęła po czym poczuła, że chce mówić dalej co ją naprawdę zdziwiło.
- A Ty jesteś taki idealny, piękny każdy Cię lubi każdy chce się z Tobą przyjaźnić, każda dziewczyna chce się z Tobą spotykać, masz dobrych, kochanych rodziców masz wszystko czego tylko sobie zapragniesz.
Zasłoniła twarz swoimi kosmykami, on przez chwilę nic nie mówił dookoła panowała taka cisza, że ona zaczęła  się zastanawiać czy on w ogóle tu jest.
- Emma, spójrz na mnie.
Wyszeptał spokojnie jednak ona się wahała, nagle jednak poczuła jak jego dłoń unosi jej głowę do góry.
- Masz wiele zalet z których nawet nie zdajesz sobie sprawy, one są cały czas w Tobie, musisz tylko w nie uwierzyć.
Patrzyła cały czas na niego nie potrafiła nic na to odpowiedzieć, jednak poczuła nagle delikatny dotyk jego dłoni, coś jakby dotyk słońca.
Jej dłonie zawsze były takie zimne.
- No, ale dość przynudzania mamy imprezę zamiast się tym cieszyć i bawić my siedzimy tutaj i marzniemy może miast tego, znajdziemy sobie lepszą rozrywkę na przykład może..zatańczymy?
Powiedział spokojnie.Cicho, jakby miał do czynienia z małym dzieckiem.
- Tak, to dobry pomysł.
Opowiedziała a on wstał pociągając ją delikatnie za sobą.
Cały czas trzymał jej dłoń-wolny utwór leciał było to ,, Flightless bird, American mouth’’ z bardzo dobrze znanej każdemu człowiekowi chodzącemu chyba po tej ziemi sagi o wampirach i wilkołakach.
Objął ją w talii tak delikatnie a zarazem tak pewnie i przyjemnie, stał przy niej tak blisko objęła go dłońmi nieśmiało za szyję i splotła je ze sobą po czym zaczęła się delikatnie poruszać wraz z nim w rytm powolnej, spokojniej muzyki uwielbiała tą piosenkę, była taka magiczna.
Słyszała, jak każdy zaczął coś szeptać na ich temat, no, dobra nie oszukujmy się na jej temat ,, On z nią’’, ,, Fuu to obrzydliwe’’,  ''Wygląda jakby wyskoczyła ze śmietnika’’, ,, On powinien tańczyć ze mną’’ ,, On jest mój’’ ,, Jaka z niej skończona dzi**a’’
Słysząc to wszystko, trochę posmutniała i spuściła swoje spojrzenie, natomiast on ponownie je uniósł.
- Nie słuchaj to jest Twój wieczór i to Ty tutaj jesteś najpiękniejsza.
Spojrzała na niego uważnie wzruszyła się, łzy szczęścia ciekły po jej policzkach wtuliła się bardziej w jego ramiona.
- Evan..
- Tak?
- To, jest, nasz wieczór.
Odparła szeptem, zdecydowanie.
- Tak, masz, rację to nasz wieczór tylko nasz.
Przytuliła się ponownie do niego.
To był jej wieczór ich, wieczór ona była dla niego piękna, najpiękniejsza, choć on i tak był najpiękniejszy był ideałem, którego los stworzył by mógł uszczęśliwić taką szarą myszkę jaką była ona, on był jej tylko jej czuła się naprawdę szczęśliwa.


17 kwietnia 2015 roku.

Wszedł do, środka czuł na sobie wzrok ludzi, a inni dobiegali do niego zatroskani pytali jak się czuje wszyscy byli tacy mili nawet Jacob który z początku go nie lubił. Zazdrościł mu tej popularności i tego że każdy go tak uwielbia i wielbi  jednak Evan nawet tego nie zauważał.
Zadzwonił dzwonek przyszła nauczycielka jak i inni nauczyciele i wszyscy zaczęli wchodzić do klas, ostatnia jednak wbiegła zdyszana Taissa pamiętał jak zawsze przed tym wszystkim chodzili razem do szkoły tylko inną drogą, niż tą którą chodził z Emmą potem podczas obecności Emmy zupełnie o niej zapomniał, spojrzał w jej kierunku był pewien że ta jest na niego zła, na to wszystko jednak okazało się że wręcz przeciwnie podbiegła do niego i na forum całej klasy przytuliła go obejmując za szyję wyszeptała mu do ucha.
- Jak, tam, maleńki tęskniłam wiesz bardzo mój Ty tygrysku.
Pogładziła go po jego blond włosach zawsze to robiła kiedyś on to bardzo lubił, jednak z czasem i o tym zapomniał, słowo ‘’ Tygrysek’’ jednak pamiętał bardzo dobrze, ona go tak nazywała twierdziła że jest małym, skocznym, uroczym, pięknym, tygryskiem.
Tak narodziła, się ich paczka gdy jeszcze nie było Emmy.
Tygrysek, Puchatek,T i Muffinka.
Muffinka, była, to przyjaciółka Taissy która przez pewien okres czasu było to chyba jeszcze w gimnazjum codziennie przynosiła do szkoły muffinki, z różnymi nadzieniami w środku dla wszystkich.
- A żeby poczekać na mnie to już nie łaska?
Wbiegła, zdyszana, jakby przebiegła maraton.
Taissa nawet nie zwróciła na nią uwagi, cały czas mocno przytulała Evana który stał trochę sztywno, dopiero nauczycielka  ich uspokoiła.
- Cieszymy się, że Evan jest z nami, ale bardzo chciałabym byście wszyscy zajęli już swoje miejsca.
Chciałabym rozpocząć lekcję, Evan gdybyś czegoś potrzebował to mów, jeśli chodzi o nadrobienie zaległego materiału to jestem pewna że dasz sobie radę, ale gdybyś chciał porozmawiać to wiedz że jestem tu wszyscy jesteśmy. Masz wielu przyjaciół oni są tutaj z Tobą, jestem pewna, że wszystko Ci się uda i będzie dobrze.
Powiedziała nauczycielka, a Taissa niechętnie puściła Evana,po czym gdy zapytała czy chce z nią usiąść zaprzeczył mówiąc, że umówił się że usiądzie z Louisem na co ten spojrzał na T z wyższością.
  Evan spojrzał, w kierunku swojego starego miejsca w ostatniej ławce po prawej przy oknie gdzie najpierw siedział z Lou,czasem z T, czasem z Muffinką potem cały czas z Emmą, patrzył na to miejsce po czym spuścił wzrok.
A gdy go uniósł z powrotem na to miejsce aż się zatrzymał gwałtownie ona na nim siedziała siedziała na nim: Emma i uśmiechała się do niego wyglądała tak pięknie, z jego policzków zaczęły spływać łzy, z uśmiechem podszedł do niej.
- Em, jesteś, tu jak to? Emma, moja Emma!
Ona natomiast nic nie odpowiedziała i wyciągnęła do niego delikatnie swoją drobną dłoń.
- Bardzo, za, Tobą tęsknię skarbie.
Wyszeptała jej oczy były takie tępe, wbite w jeden punkt.
- Jestem, tu..myszko.
Uśmiechnął się  do niej.
- Wiem nie pozwól by ktoś nas rozdzielił, nie pozwól by ktoś nas poróżnił kochanie.
Powiedziała przysuwając, się, do niego... po czym nagle ktoś klepnął go w ramię niechętnie obejrzał się za siebie.
- Evan, co Ty wyprawiasz, dobrze się czujesz?
Zapytał brązowowłosy a cała klasa łącznie z nauczycielką patrzyli się na niego.
- Tak, to Emma ona tu jest jest tutaj wróciła Emma!
Powiedział, z radością, w swoim głosie.
- Gdzie, Evan nikogo tu nie ma. Emmy tu nie ma.
Chłopak naprawdę zmartwiony zachowaniem swojego przyjaciela.
- Tutaj, siedzi przecież.
Powiedział  i wrócił wzrokiem na krzesło na którym siedziała Em, jednak, ono było puste poczuł jakby cały świat mu znowu runął.
- Ale..ale.. al.., była tu była siedziała tu mówiła do mnie, ona tu była Emma tu była.
Zaczął drżącym, głosem nie panował nad sobą, cały się trząsł podeszła do niego  nauczycielka.
- Evan spokojnie, spokojnie. Chodź zadzwonię po Twoją mamę, nie jesteś jeszcze gotowy na szkołę.
 Wstał, niechętnie i poszedł z ową kobietą, cała klasa patrzyła na niego Taissa aż zapłakała.
- Ona tu była.
Powiedział do nauczycielki.
- Wiem Evan, wiem, że za nią tęsknisz ale nie ma jej tu.
Ruszyli, pustym, korytarzem.

Usiadła, z powrotem przy tym samym biurku jego, biurku była zła, że im przerwano, wzięła, kartkę która była pod biurku na półeczce obok różnych filmów i potem sięgnęła po długopis, nie chciała się tak łatwo poddać.
Wzięła, i, nachyliła się nad kartką pozwalając by jej  włosy opadły na nią i napisała.
‘’ Tęsknię, za, Tobą tak bardzo Cię kocham skarbie, jesteś moim słońcem, bez którego po prostu zamarzam i zamieniam się w jeden wielki, zimny sopel lodu’’.
Położyła, kartkę, na biurku i jeszcze przez parę chwil wpatrywała się w ich wspólne zdjęcie i zdjęła je odkładając pinezkę po lewej stronie biurka.
Położyła je blisko kartki, z uśmiechem, po czym wyjrzała przez okno słysząc dźwięk parkującego auta, to Evan z mamą.
Zniknęła.
❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀
❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀❀